Życie, Wszechświat i cała reszta
Nie Panikuj
Archiwum
Październik 2006
Listopad 2006
Grudzień 2006
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Kategorie: Wszystkie | Codziennik | Dialogi | Wqrzyło mnie
RSS
czwartek, 28 grudnia 2006
Poświętnik

No i po Świętach. Ufff.

Ze Świąt to ja najbardziej lubię przygotowania do nich, człowiek jest jeszcze w miarę świątecznie nastawiony, nienażarty jak świnia, dość ochoczy i niezawiedziony. Przynajmniej ja. Potem to już gorzej. Przynajmniej u mnie.

Podczas sprzątania świątecznego odkryłam w sobie coś dziwnego. Otóż kiedy mi przyszło wyczyścić fugi moją ex-szczoteczką do zębów to dłoń mi zadrżała i poczułam w sobie silny opór wewnętrzny. Dziwne i dość specyficzne. Przywiązałam się do szczoteczki do zębów. I co z tego, że zastąpiła ją nowa, równie zieloniutka i o wiele bardziej wybajerzona sztuka? Ciekawe czy to kwestia tego, że do wszystkiego się mocno przywiązuję- a moja ex szczoteczka byla ze mną rok z okładem(mam nadzieję, że nie przeczyta tego żaden zapalony stomatolog)-wiele imprez odwiedziła i wiele razem przeszłyśmy; czy może w tym wypadku sprawdza się powiedzenie, że zielony głupich przyciąga?

Bądź co bądź miałam z tą szczoteczką problem moralny, czuję potrzebę oblania jej pamięci. Nieważne

Scenka rodzajowa: Leżymy sobie z P na łóżku w pierwszy dzień świąt i nic-nierobimy. P sięgał po coś i niechcący mnie tyrpnął.

JA: Pięknie. Wpierdol w Święta!

To tyle. Wesoło, nicht war?

00:51, toonisia , Codziennik
Link Komentarze (1) »
piątek, 10 listopada 2006
Po prostu bądź

 

 

 Kopruch - Nie Musisz

Możesz zamknąć uszy nie będą ci teraz potrzebne…

Nie oczekuje wiele po prostu bądź…
Nie musisz mieć nogi po prostu bądź..

Nie musisz mieć oka po prostu bądź..
Po prostu bądź przy mnie i trzym mnie za rękę , albo za co tam chcesz…

Nigdy nie zapomnę tego ja zmysłowo poruszasz uszami,
kochanie wiesz że nie oddał bym za nic dni spędzonych razem w Tesco
bo wiesz jest to co sprawiło że dwoje się zeszło jak orzeł z reszką
lecz jest coś co dziś mnie zniechęca z leksza .. Rybeczko Płaszczko już znów psychotropy wpieprzasz w efekcie prowadzisz zażarte spory ze sztućcami nie , sypiasz w lodówce i głosowałaś na SLD
lecz chcę pamiętać cie taką jak w roku poprzednim , bez ciebie schnę jak mokry chomik na patelni..
tak długo szukałem słów aby wyrazić ten ból , kocham cię tak ze ja pierdole , kurwa i chuj

Nie oczekuje wiele po prostu bądź…
Nie musisz mieć pleców po prostu bądź..
Nie musisz mieć barku po prostu bądź..
Po prostu bądź przy mnie i trzym mnie za rękę …

Bo wiem ze nie przyjdziesz z tatą a za wami hydraulik
Nie musisz mieć trzustki po prostu bądź..
Nie musisz mieć zwieracza po prostu bądź..
Po prostu bądź przy mnie i trzym mnie za rękę.. jeśli w ogóle masz czym …

I BĘDZIE W PYTE!

 


02:04, toonisia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 listopada 2006
Wpuścić taką do łazienki...

Opowiem Ci moją historię...

Ostatnio wyczytałam na mojej ulubionej kafeterii, że szampony powinno się próbować- w sensie sprawdzać jaki mają smak. I tak (skracając i ogólniając):

gorzki- za dużo chemii 

kwaśny- złe ph, może wywoływać łupież

słodki i bez smaku- ok!

No i co? I wylizałam dziś moje szampony (jak dobrze, że posiadam tylko 3;)) i niestety wszystkie okazały się złe. Fructis- chemia, nivea- złe ph, elseve- chemia. Z rozpędu popróbowałam też odżywki elseva- chemia oraz odżywki pantene-pro v- bingo! Bez smaku. Potem, nakręcona nowym hobby napadłam Annę i wylizałam jej:D szampon oczywiście!- Nivea, ale inny niż mój- jest słodki, więc ok. W międzyczasie zaliczyłam sunsilka Siss i też ok. Potem zaczęłam się pienić, więc dałam spokój. Na dziś.

Ale mam problem. No bo załóżmy: chcę kupić jakiś szampon i- dajmy na to- nikt z grona Big Brother rodzina i przyjaciele nie posiada owego specyfiku, by dać mi na spróbowanie(albo są zwyczajnie chytrzy i nie chcą dać spróbować, a przed moim przyjściem chowają wszystko do pawlacza na przedpokoju bym nie znalazła)- to co?! Tak głupio poprosić ekspedientkę "czy można skosztować ten szampon?", nie? No bo nie wiem, inny klient może być obrzydliwy czy coś i potem nie chcieć takiego polizanego kupić(wiecie jak dziwni bywają ludzie czasami). W drogeriach niby większy luz, ale też kijowo, bo wymuskane paniusie patrzą Ci na ręce:/ Pozostaje hipermarket i nadzieja, że ochrona się nie skapnie, że coś kombinuję. A jakoś nie chciałabym w papierach mieć do końca życia wpisanej kary grzywny za picie niezakupionego szamponu. Albo np musieć kupić taki napoczęty szampon, mimo że okazał się gorzki (towar macany należy do macenta). Albo zostać wyprowadzonym przez obsługę z podejrzeniem wścieklizny z racji piany na ustach.Kicha.

Dlatego tutaj apel do hipermarketów: można robić degustacje jogurtów, serków, zupek, soczków, wędlin, karmy dla psów, kotów i nornic, mlek, przetworów etc, to czemu by nie zrobić degustacji szamponów? Napewno rozsądne i dbające o siebie kobiety nie przeszłyby obok i nieźle podniosło by to sprzedaż! Pomyślcie. Bo ja nie chcę by znajomi o mnie mówili:

Wpuścić ją do łazienki to albo mydło zeżre albo szampon wypije. 

23:38, toonisia , Codziennik
Link Komentarze (5) »
czwartek, 02 listopada 2006
Przewieźć się

Sprowokowana moimi wczorajszymi wycieczkami do miasta sąsiedniego K, piszę sobie. Ja wiem, że temat autobusów jest oklepany i przerabiany razy milion i pół, ale trudno. Jeden w tę czy w tę nie robi róznicy. 

Generalnie to ja mam chorobę lokomocyjną, która spadła na mnie lat kilka wstecz i nadrabia kilkanaście lat dawania mi świętego spokoju, szczególnie ostatnio się rozbestwiła. Miło z jej strony. No i tak czy owak przypadłość moja lubi mnie odwiedzać najbardziej w autobusach wszelakich, szczególnie w jednym takim który trasę ma długą i żmudną, a celem jego jest miasto K. Oczywiście do K można się dostać dwoma autobusami jadącymi autrostradą i droga ta jest w cholerę prostsza i szybsza, ale owe autobusy jeżdżą dużo rzadziej niż ten jeden, że nie wspomnę, że w weekendy to mają w ogóle wolne. A co! Nie ważne. Sęk w tym, że jadąc owym autobusem(który posiada najnowsze wozy, a mimo to jazda z nim to kompletny koszmar) naszły mnie przemyślenia i oto własnie ich owoc.

Moje ulubione atrakcje dostępne podczas jazdy komunikacją miejską: 

1. Tłok. To moje pierwsze i najulubieńsze zdarzenie pogodowe. Najlepiej żeby to była jeszcze zima, bo człowiek okutany w kilo szalików i kurtek i innych watolin wciśnięty pomiędzy ludzi tak, że ledwo może oddychać, poci się jak norka. Okna oczywiście nie mogą być otwarte, bo tym w pobliżu (szczególnie siedzącym gnojom) jest przecież zimno! Klimat po prostu niesamowity, fetorek uroczy oraz raj dla zboczeńców-ocieraczy oraz złodziei kieszonkowych. We wspominanym przeze mnie autobusie tłok jest ZAWSZE. Jeden jedyny wyjątek od tej reguły, jaki odnotowałam podczas mojej kariery jeżdżenia owym autobusem, przyprawił mnie o minizawał.

2. Panny opowiadające sobie historie swojego życia. Siedzą/stoją takie i się sobie zwierzają, oczywiście z zasiegiem na pół autobusu i kilka blisko jadących aut. No i oczywiście są to super-fascynujące historie, w kolejności o sobie, najbliższej rodzinie, znajomych, dalekich znajomych, znajomych- znajomych, krzakach oraz zwierzętach hodowlanych z pominięciem trzody chlewnej, oraz ewentualnie różnych ważnych sprawach, typu nowy cień Inglota lub spódnica widziana w Housie. Osobiście uważam, że wszelkie historie "z życia" w gazetach o dopowiednim ku temu poziomie zostały częściowo lub w dużej mierze zainspirowane podsłuchanymi autobusowymi zwierzeniami. Cóż. Często można być też mimowolnym świadkiem konkursu pt" kto opowie dramatyczniejszą historię". Polecane scenarzystom telenowel.

3. Panna rozmawiająca przez telefon. Działa na podobnej zasadzie co w/w, tyle że słyszymy tylko jednego rozmówcę, co dodaje uroku scenie. Oczywiście jest głośno w autobusie, pozatym z niewiadomych mi przyczyn, duża część społeczeństwa uważa najwyraźniej, że jak nie krzyknie do telefonu to nie zostanie usłyszana. Nie wiem. Jakieś pozostałości ery kamienia łupanego czy ki kij. W każdym razie, przypomniał mi się kawał: 

"W autobusie. Jeden z pasażerek dzwoni telefon: -Słucham? A, cześć Kaśka! Jadę własnie do ginekologa, wiesz. Jakiegoś grzyba chyba złapałam, wiesz, boli mnie i w ogóle jakiś nalot biały, dziwny, jak ser. Pewnie od wibratora, bo ciągle zapominam go umyć po użyciu. No wibratora, a co? To nie wiesz? Zerwaliśmy z Maćkiem, ale to dość dyskretna i osobista sprawa, pogadamy na żywo, bo tu w autobusie pełno ludzi i wszyscy słyszą." 

4. Pijaczki. To wyżyna szczęścia doczesnego- gdy pijany facet siada koło Ciebie. Najlepiej żeby to był taki porządny, śmierdzący pijaczek, z kilkudniowym zarostem na twarzy i ubraniu oraz aromatem przetrawionego alkoholu. I nie wiem co fajniejsze- jak siedząc koło Ciebie usypia na Twoim ramieniu a w powietrzu czuć tę romantyczną woń, a Ty drżysz przy każdym jego ruchu, czy właśnie nie zaczyna rzygać(Gdzie byłeś? Na czynie! Na jakim czynie?! Naczynie bo będę zwracał ;) ), czy też gdy w poczuciu bycia gentelmanem zabawia Cię rozmową, oczywiście na poziomie profesora uniwersytetu. Jest też opcja pijaczka w którym obudził się agresor i szuka zaczepki. Pełen wypas. Wypas po pachy.

5. Kłócąca się para. Najlepiej jeśli wyciągają najfajniejsze brudy małżeńskie, szczególnie sprawy łóżkowe.

6. Obce gaduły. Obu płci. Przysiada sie taka/staje obok i nawija do Ciebie, nie dając chwili spokoju. Oczywiście trudno takiego spławić, z resztą to sytuacja nie tylko autobusowa, ale w autobusie wyjątkowo irytująca.

7. Koleś który ma się za zajebistego przystojniaka i w ogóle. Lovelasa czy coś. Zagaduje Cię tak długo, aż dasz mu numer telefonu, z przekręconą cyfrą oczywiście. Często jesteś zmuszona by wysiąść na innym niż zwykle przystanku. Są plusy takich towarzyszy podróży. Musisz nieźle uruchomić wyobraźnię i pomysłowość by sprzedać mu logiczne wyjaśnienie czemu nie może Cię odprowadzić. W dodatku logiczne dla niego. Polecam bajkę o pośpiechu z powodu przymusu pilnego odbioru dziecka z przedszkola bo ma świnkę. Takim świnka w prostej drodze skojarzeń wiąże się z bezpłodnością. A co to za karabin z ślepakami?

8. Gderające starsze panie. Chyba nie wymaga komenatarza.

9. Mama z paroma sztukami dziecięcymi, które ciągle chcą siusiu, kaka, pić, biegać, marudzą, płaczą, oraz bez żadnych ogrodek wypowiadaja swoje poglady na wspolpasazerów. Nie sądzę, by kogoś wprawiło w euforię usłyszeć o sobie"Mama ale ta pani śmierdzi", albo "Mamo, mamo patrz, ale ta pani brzydka!". Przecież wiadomo, że dziecko prawdę Ci powie... Kiedyś byliśmy na wczasach i moja chyba 3-letnia wówczas siostra krzyknęła radośnie podczas śniadania na stołówce (gdzie panowała generalnie cisza, w około nas głównie starsze małżeństwa): "Mamo, ta pani wygląda jak małpa!". Wskazanej Pani chyba wcale nie ucieszył fakt, że stała się własnie odzwierciedleniem niższego ogniwa teorii Darwina.

10. Oburzone paniusie/ oburzeni panowie, którzy zachowują się jakby podróżowali conajmniej prywatną limuzyną prezydencką, a nie państwowym środkiem komunikacji miejskiej, i sądzą, że należą im się wszelkie przywileje. Raz stałam w autobusie, było dość ciasno, zarzuciło i poleciałam na jakąś kobietę, która oburzona zjebała mnie, żebym jej nie dotykała i że się ocieram całą drogę (ale ze mnie zboczuch-ocieracz). Jak jej zapytałam gdzie wg niej powinnam stanąć, by miała odpowiednią przestrzeń życiową, wskazała mi miejsce w autobusie, gdzie nie ma się czego chwycić by zachować równowagę. Popatrzyłam się tylko znacząco, po czym głośno i wyraźnie zrelacjonowałam stojącej obok mamie(oraz oczywiście najbliższym współpasażerom) co sądzę o takich ludziach. Wiem, zachowałam się jak panna głośnomówiąca, ale nie mogłam się powstrzymać ;>

11. Banda pryszczatej młodzieży, która zdecydowanie uważa się za elitę towarzystwa autobusowego, klnie idiotycznie na cały autobus, śmieje się w najgorszy sposób jaki znam (kolesie głosem mutacyjnym, panny piskliwym i popisowym, wszystko oczywiście donośnie, żeby każdy słyszał jakie z nich luzaki), zazwyczaj z ludzi, którzy stoją/ siedą obok. Często zaczepni, nie daj Boże spojrzeć na takiego z naganą, lub coś powiedzieć, jeśli nie masz obstawy w postaci kilku stałych bywalców siłowni- zostaniesz zwyzywany, wyśmiany, a w najgorszej opcji wysiądą wraz z Tobą na przystanku. Wiadomo w jakim celu. 

 

To chyba najgorsze z możliwych spotkanych przeze mnie urozmaiczaczy jazdy. . Niestety często spotykane w połączeniach, kilka podpunktów podczas jednej trasy autobusu. Wtedy to jest już szałowo. Cóż, może być gorzej,  słyszałam historie o ludziach przewożących kozy, ale na szczęście tylko SŁYSZAŁAM. Cieszę się, że w moim mieście nie ma tramwajów, podobno tam to już jest max ciekawie... No nic, najlepsza opcja to zawsze mieć przy sobie mptrójkę, aviomarin oraz odświeżacz powietrza. I ochroniarza.

A mnie pozostaje dalej marzyć, bym pracę- gdy ją w końcu dostanę, amen- miała blisko domu swego, always. Ewentualnie dużo pieniążków na szofera i samochód, podwójne amen.  

 

 

00:59, toonisia , Wqrzyło mnie
Link Komentarze (3) »
niedziela, 29 października 2006
Ostrożny pierwszy raz ;)

Witam!

Postanowiłam zrobić coś dla odmiany i założyć bloga, żeby się uzewnętrzniać inaczej niż bijąc mijane na ulicy przedszkolaki i podkradając jajka niespodzianki w sklepie osiedlowym. No dobra. Kim jestem? Jestem kobietą(sprawdzone i udokumentowane), aktualnie dość smutną i zawiedzioną, o dziwo!- na innej kobiecie, która...która była.I tyle. Czyli w sumie jakby szowinistką jestem teraz jeśli mówić o stanie mej duszy. Posiadam za to szczęśliwie przy sobie Mężczyznę(też sprawdzone, wg mojej oceny sytuacji oraz znajomości stanu rzeczy, Mężczyzna mój jest Mężczyzną prawdziwym zupełnie i niepodszywającym się), który był okazał się najcenniejszym co istnieje na tym świecie i wszech-świecie. No. Tyle pochwał bo przeczyta i Mu się nos zadrze;) A pozatym to raz dwa trzy, próba pisania, kompletnie się nie znam na tworzeniu bloga na bloxie, szczególnie jeśli chodzi o stronę techniczną, ale co tam, do odważnych świat należy, może mi nic nie urwie. Czy coś. I tyle. Pozdrawiam serdecznie system zerojedynkowy, moją mamę oraz kota.

01:40, toonisia
Link Dodaj komentarz »
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog